środa, 16 kwietnia 2014

16 kwietnia 2004 r. (Dzień Sapera)


Święto Sapera uczczono w naszym HQ w Babilonie. Odczytano okolicznościowy rozkaz dowódcy. Rozdano wyróżnienia, w tym odznaczenia i medale. Organizowanie świąt w czasie trudnym, a Irak w tym czasie był niestabilny politycznie, zupełnie zdewastowany ekonomicznie a wojska i siły bezpieczeństwa praktycznie nie było, jest rzeczą trudną i czasem kwestionowaną. Gen. Bieniek jednak wykorzystywał każdą okazję, by mówić o czymś innym niż misja i podtrzymać morale wojska więc wykorzystywaliśmy każdą okazje na spotkania nie poświęcone zamachom i rannym. Saperzy zasługiwali zresztą od zawsze na traktowanie szczególne. Uczczono ich i ich święto w stosownej oprawie, zaproszono także żołnierzy innych kontyngentów.


W dn. 8 czerwca br. podczas rozminowywania irackich magazynów amunicji zginęło w Iraku dwóch Polaków, trzech Słowaków i Łotysz. Uroczystości pożegnania żołnierzy w bazie Babilon odbyły się 9 czerwca 2004 r. - napisze o tym w stosownym czasie.

niedziela, 13 kwietnia 2014

13 kwietnia 2004 r. (Święto Arbaeen الأربعين‎ w An Najaf)

الأربعين‎ (Arba'een), czyli 40 dni po اشوراء (Ashura). 

Islam jest może mało dostępny bez elementarnej wiedzy o historii tej religii i tradycji wywodzącej się od pierwszych jej wyznawców ale jest za to tak bardzo przenikliwą religią, że warto nieco ją poznać zanim się wyruszy do kraju, gdzie dominuje = panuje. Szkoliłem się zatem i nie odstawałem w obyciu od większości. Niemniej jednak nigdy nie byłem Islamistą. Chociaż jeszcze dzisiaj, gdy czytam o Islamie to mam gęsią skórkę. Coś w nim jest. Przeraża mnie tylko ten fanatyzm i łatwość z jaką przychodzi rządzić tym, którzy sterują umysłami wiernych w krajach islamskich.

W naszej strefie odpowiedzialności działo się coraz gorzej. W zasadzie tylko w okresie świąt nie było zamachów ale i przed i po świętach działo się wiele. Najmniej się pisało o dawnej strefie hiszpańskiej a obecnie amerykańskiej z pododdziałami z San Salwador. A tam zamachy, strzelaniny, napady na bazę, policję, ataki moździerzowe w nocy i za dnia, ataki na konwoje, co tu jeszcze pisać.... sytuacja nie do pozazdroszczenia. Amerykanie wraz z Blackwatersami , Salwadorczykami i z pomocą naszych żołnierzy odpierali ataki. Z patroli i walk pozostało mi raptem tylko kilka zdjęć a na nich widać dokładnie, jak wygląda Najaf w czasie Arbaeen, widać rannych, widać akcje z dachów budynków w bazie. 








piątek, 11 kwietnia 2014

11 kwietnia 2004 r.(Wielkanoc w Iraku)

"Myślę, że przeżywanie tych świąt z dala od kraju dla wielu jest czymś szczególnym. Dla mnie są to już czwarte takie święta. Jednak to trudno być z dala od swoich bliskich, przyjaciół. Na pewno oni wszyscy o nas dzisiaj myślą, mają nas w sercach. Zdrowych, wesołych świąt!" - powiedział Bieniek. 

Była msza wielkanocna, było wielkanocne śniadanie, były okazjonalne przemówienia i po raz pierwszy od wielu tygodni prawie rodzinna atmosfera. W bazach odbyły się spotkania z żołnierzami a media miły raj - dostęp do wszystkich a to nie było łatwe w ostatnim czasie.

Trudne to były święta. Z jednej strony pozostawione w kraju rodziny a z drugiej ciągłe zagrożenie i troska o własne zdrowie i życie. Czas ten jednak spędziliśmy w pokoju (o dziwo!), bez napadów, ataków, strzałów, tak jakby terroryści robili nam prezent wielkanocny. Słońce paliło, jedzenie było jak na Irak dobre - przygotowane z naszych zapasów i z przesłanych z kraju zapasów. Wojsko się postarało. Miłe były życzenia nadchodzące w postaci kartek pocztowych i maili.





http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-ze-swieconka-w-helmie-w-bazie-camp-babilon,nId,195544
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Wielkanoc-w-Iraku-czas-na-odzycie-tego-kraju-i-narodu,wid,5135158,wiadomosc.html


poniedziałek, 7 kwietnia 2014

7 kwietnia 2004 r. (City Hall - Karbala uratowana dzięki naszym)

Oto tło sytuacji d Do Karbali przybywają kolejni pielgrzymi na święto Al-Arbaeen. Spodziewano się ok. 5-8 milionów szyitów wchodzących do miasta w pochodzie procesyjnym. Wojska Koalicji ubezpieczały jedynie rogatki Karbali i zapewniały ochronę oraz szpitale i pomoc potrzebującym. W tym czasie władze amerykańskie postanowiły zamknąć biuro szyickiego kleryka w Najaf i oczywiście swoich współkoalicjantów o tym nie poinformowali. W wyniku tego rozwścieczeni bojówkarze Al-Sadra przeprowadzili serię zamachów i ataków na naszych żołnierzy, a najkrwawsze miały miejsce w Karbali.

Fakt - nie mówiło się o tym głośno - bo i nasz mandat sił stabilizacyjnych nie przewidywał tak mocnej odpowiedzi z użyciem siły. Tymczasem po zmasowanym ataku rebeliantów na miejscowy Urzad Miasta (City Hall) i komendę policji nasi chłopcy, tj. z 17 BZ z Międzyrzecza nie tylko musieli siłą odpowiedzieć w obronie własnej i innych żołnierzy ale musieli przyjąć na siebie wysiłek ochrony całego City Hall w Karbali. Wydarzenia rozpoczęły się 3 dni temu i nikt o nich nie informował. W bazie wiedzieliśmy, że strzelają ale do mediów nic nie wydostawało się. W pierwszym dniu opór naszych był najlepszy. Padło ok. 80 rebeliantów. Do końca kwietnia jednak sytuacja jeszcze nie ustabilizowała się. Do Kabali wjechał amerykański batalion z 1 Dywizji Pancernej. 

W dniu 7 kwietnia 2004 r. na odprawie u gen. Bieńka przedstawiono pełen obraz operacji w City Hall. Dowódca zdecydował o wylocie do Karbali i spotkaniu się z żołnierzami 2 Grupy Bojowej (czyli z 17 BZ), biorącymi udział w walce.











Pisali także:

Napisali także: http://www.wprost.pl/ar/442776/10-rocznica-bitwy-o-City-Hall-w-Karbali-Gen-Bieniek-Nie-moglismy-przeciez-dac-sie-pozabijac/

http://www.apnewsarchive.com/2004/Polish-Bulgarian-Army-Attacked-in-Karbala/id-e7175a6037553a797123a30ef5eab651

http://www.hurriyetdailynews.com/default.aspx?pageid=438&n=polish-forces-rap-us-over-al-sadr-row-2004-04-16

7 kwietnia 2004 r. (ulice miast Karbala/Najaf/Al-Hillah)

Zdjęcia wykonane w rożnych dniach i w różnych miejscach ale trafnie oddające to, jak i czym żyło irackie społeczeństwo w pierwszej połowie 2004 roku. Są inne niż zdjęcia z miast europejskich, bije z nich jakich pozorny nieład, wręcz brud, są na nich jakieś chaotyczne sytuacje, niewytłumaczalne zachowania ... - obraz Iraku, który pamiętam. W tym wszystkim jednak było w nim coś, co ujmowało.







niedziela, 6 kwietnia 2014

6 kwietnia 2004 r. (TVP nagrywa)

TVP w akcji! A to Dorota Warakomska, a to Sławomir Jeneralski, a to ktoś zupełni inny odzywał się nagle w podanej mi do ucha słuchawce. Zdzisław Dziemieńczuk (na foto), reporter z doświadczeniem i fajnym podejściem do rozmówcy wyciągnął mnie z biura na przed parking, ustawił i mówi, że za chwile się nagram i pójdzie to w wieczornych Wiadomościach. Ale o czym mam mówić? - pytam. - No o życiu w bazie, o tym , że ciężko, że wszyscy tęsknią za krajem, że wszystko jednak pod kontrolą. Uspokoiłem się i czekam na połączenie. Słyszę nagle głos Doroty Warakomskiej... - No witam pana pułkownika i słyszę jej piękny i uśmiechnięty głos, który pamiętałem jeszcze z roku 1998 gdy spotkaliśmy się w USA podczas ćwiczeń wojskowych w bazie Korpusu Piechoty Morskiej w Camp Lejeune w Karolinie Północnej. Dorota była wówczas szefem biura w Waszyngtonie a ja porucznikiem, który wraz z mjr. Ryszardem Szymańskim z Poznania i innymi oficerami technicznie przygotowaliśmy te ćwiczenia jeżdżąc na konferencje planistyczne do Kwatery Głównej NATO w Europie w Mons i do Norfolk w USA. Dorota mnie pamiętała z tamtych czasów więc przez chwilkę poplotkowaliśmy o tzw. starych, dobrych czasach. W grupie osób, która na tych ćwiczeniach w USA była (a nawet mieszkaliśmy wspólnie) był ówczesny także porucznik Jerzy Smoliński - późniejszy rzecznik ministra obrony narodowej a dzisiaj doradca Prezydenta RP ds. mediów. Dorota Warakomska nawet robiła relacje z Norfolk w jego mundurze, tak dla jaj. Ubrała i relacjonowała lądowanie poduszkowców na brzeg w Norfolk. Spokojnie, Jurek mundur odzyskał a my zyskaliśmy Dorotę. 

Zatem rozmawiamy i wspominamy i nagle słyszę, że technika jest gotowa do nagrania i że chwilę już robimy nagranie. Przełknąłem ślinę. Czekam. Dorota zaczyna - Łączymy się z naszą bazą  w Babilonie. Rozmawiamy z podpułkownikiem Robertem Strzeleckim, rzecznikiem prasowym naszej wielonarodowej dywizji. Dobry wieczór. - Dobry wieczór - odpowiedziałem. Zniknął z uśmiech z ust Doroty, tego byłem pewien. To da się wyczuć z tembru głosu. I zaczyna - Panie Pułkowniku, czy to prawda, że w Iraku jest bardzo niebezpiecznie? Zamachy, strzelaniny, wybuchy! .... Kurde, zupełnie nie to, o czym miało być. Co się dzieje? ... Oczywiście wybrnąłem ale też nauczyłem się, że nigdy nie jest wywiad o tym, o czym mówiono, że będziecie. 



piątek, 4 kwietnia 2014

4 kwietnia 2004 r. (Longin Pastusiak w Iraku / pierwsze starcia w Najaf)


Delegacja marszałka Pastusiaka zaczęła się normalnie a skończyła szybką ewakuacją z Al Hillah śmigłowcami, które za chwilkę mogły być potrzebne do ewakuacji rannych. "Najlepsza" była pani poseł w szpilkach (grzęzła w piachu co rusz), która zdaniem wielu przyjechała na wycieczkę i miała ubaw z fotografowania się z przystojniakami w mundurach. Delegacja Longina Pastusiaka była duża liczebnie - Maria Berny, Józef Dziemdziela, Janusz Konieczny, Grzegorz Niski oraz przewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej poseł Stanisław Janas i in. Pełna lista VIPów była następująca:

1. Marszałek Senatu Longin PASTUSIAK
2. Senator Maria BERNY
3. Senator Józef DZIEMDZIELA
4. Senator Janusz KONIECZNY
5. Senator Grzegorz NISKI
6. Senator Henryk STOKŁOSA
7. Poseł Stanisław JANAS
8. Krzysztof SOBKÓW – dyrektor Kancelarii Senatu
9. Robert BOBROWSKI – pracownik Kancelarii Senatu
10. Sławomir BĘDKOWSKI – oficer ochrony osobistej
11. gen. broni Mieczysław CIENIUCH – I Zastępca Szefa SG WP
12. gen. dyw. Zbigniew CIEŚLIK – szef Sztabu - Zastępca Dowódcy Wojsk Lądowych.
13. gen. bryg. Paweł NOWAK – dyrektor Departamentu Zaopatrywania SZ.
14. gen. bryg. Kazimierz JAKLEWICZ,
15. płk Marek KONDRACKI – szef Zarządu Wojskowej Służby Zdrowia
16. płk Jerzy WÓJCIK – dowódca 6 BDSZ 
17. płk  Zdzisław GNATOWSKI – rzecznik prasowy Szefa SG WP
18. płk Józef LESZEGA – SG WP
19. ppłk Wojciech JANIA – dowódca 1 pspec.

Pozostały mi po tej wizycie 2 książki marszałka Pastusiaka z jego odręczną dedykacją - otrzymałem je wprost z jego rąk. Na tę delegację czekałem bardzo, bo wiedziałem, że jadą do mnie zamówione grzybki ... dokładnie słoiki z grzybkami w occie .... Długo oczekiwane grzybki (i inne rarytasy także) dostarczył mi rzecznik prasowy szefa Sztabu Generalnego WP płk Zdzisław Gnatowski - który notabene był nie tylko pomysłodawcą mojego wyjazdu na misję, jako rzecznika ale również swoistym ojcem duchowym. Zawdzięczam mu duże i nieustające wsparcie podczas trudnego czasu podejmowania niełatwych decyzji i pisania najtrudniejszych komunikatów (tych o śmierci naszych żołnierzy także).

Tego samego dnia młody kleryk szyicki Muktada Al-Sadr wezwał do ataków na bazy sił koalicji. Amerykanie zamknęli wydawnictwo "Al Hawza" a iracki sąd aresztował przybocznego Al-Sadra Al-Jaakubiego za swoją działalność przestępczą. 
To rozwścieczyło bojówkarzy i rozpoczęły się regularne starcia w Bagdadzie, Kirkuru i Amarze - ale także i w naszej strefie: Al Hillah i Nadżafie. Tam padły pierwsze strzały ... 
Ewakuacja śmigłowców z polską delegacją z Al Hillah była koniecznością ze względu na delegacji bezpieczeństwo. Delegacja w popłochu wskakiwała do śmigłowca, który odtransportował oficjeli do Bagdadu. W popłochu wskakiwali do śmigłowców członkowie delegacji aż im uśmiechy z ust pospadały. 

Szacunek dla samego marszałka Pastusiaka, bo chyba jako jedyny zrozumiał, że taka konieczność i nie ma co boczyć się (jak niektórzy) na gen. Bieńka, że wszystkich odesłał do Bagdadu. 

Kurz po śmigłowcach pozostał tylko chwilę i po 2 minutach każdy o delegacji zapomniał.




http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Marszalek-Pastusiak-nie-mozna-ulegac-terrorystom,wid,5112718,wiadomosc.html?ticaid=1124bb
http://www.mojawyspa.co.uk/artykuly/10129/Marszalek-Pastusiak-nie-mozna-ulegac-terrorystom
http://fakty.interia.pl/news-,nId,798207