sobota, 28 czerwca 2014

28 czerwca 2004 r. (Stacja przedostatnia - Paul Bremer ucieka z Iraku)

Paul Bremer shakes hands with Iraq's interim president, Ghazi al-Yawar
Paul Bremer wita się z Prezydentem tymczasowym w Iraku Ghazi al-Yawar

Był to dzień spokojny i bardzo cichy w Babilonie. Słońce już grzało od rana. W stołówce tłok, bo chłodno było wewnątrz. Na zewnątrz skwar i trudno wręcz oddychać. Było spokojnie. Do czasu. Piliśmy kawę w biurze i zza małego okna dało się zauważyć jakieś przyśpieszone ruchy dziennikarzy. Jeden wybiegł z kontenera, który był domem, studiem i czym tam jeszcze - drugi już rozmawiał z Warszawą przez telefon. Inni coś tam wołali jeden do drugiego. W sumie mały niepokój się stworzył. Już nie pamiętam który z nich pierwszy mnie wyciągnął na ten skwar podstępem, że niby na kawunię ale już każdy z nich miał mikrofon czy dyktafon w ręku i mi tu pod usta przykładają z pytaniem: Co Dywizja wie o przekazaniu władzy przez ambasadora Paula Bremera III w Bagdadzie? Ja tu oczy jak wół wybałuszam i nie mogę słowa wykrztusić. Zatkało mnie cholernie. - Panie pułkowniku, dowódca prosi do siebie - krzyknął chorąży Adamczewski do mnie co pozwoliło mi szybko się od mediów oddalić pozostawiając jedynie po sobie przykry widok niezorientowanego oficera, rzecznika.


Od miesięcy całych trwały w Bagdadzie przygotowania do przekazania dowodzenia i odpowiedzialności władzom cywilnym Iraku. Były konferencje, narady, spotkania na szczeblu, rozmowy kuluarowe i wszystko to w mgnieniu oka przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Jak to mówili mi potem zorientowani Paul Bremer był się spakował (ponoć walizy pełne skarbów irackich), wsiadł do śmigłowca i tyle go widziano. 

Wiedziałem, że to straszny afront i że nie powiadomił nawet swoich podwładnych, w tym naszego generała choć ponoć i tak miał kiedyś wyjechać z Iraku. Nikt jednak nie wiedział, że uczyni to w takim stylu. Plotki głosiły, że zabrał z sobą co cenniejsze pamiątki z kolebki cywilizacji ale jak to plotki żyją jedne długo, drugie krótko.

Rozmowa z mediami nie była prosta. Prawdę mówiąc omijałem śliski temat jak mogłem i w sumie nawet dopatrzyłem się współczucia samych mediów z powodu dostania w policzek od samego Bremera. Cóż, dość zabolało, bo to i niespodziewane i niezaplanowane wydarzenie dostatecznie już przeważyło szalę mojego (naszego) przykładania się do idei sojuszniczej walki i braterstwa broni. W sumie w kantynie potem wieczorem wylano na Paula Bremera wiadro czegoś tam nie zbyt miłego, utopiono tysiąc razy i w ten sposób uczciliśmy to ważkie wydarzenie w 6-miesięcznym już życiu w Iraku za "wolność waszą i naszą".  

Potem było już tylko gorzej.

Media pisały:
http://www.lewica.pl/index.php?id=6966&tytul=Irak-%27odzyska%B3-suwereno%B6%E6%27
http://www.theguardian.com/world/2004/jun/28/iraq.iraq1
http://www.historycommons.org/context.jsp?item=CPATurnsOverSoveriegnt2Iraq


środa, 11 czerwca 2014

11 czerwca 2004 r. (zniszczone ruiny Babilonu)

Kolejna sojusznicza akcja. Tym razem polscy żołnierzy zostali oskarżeni o niszczenie ruin Babilonu. Dziwnie to zabrzmiało, gdyż to polscy archeolodzy od początku pobytu wojsk w Babilonie troszczyli się i dbali o to, by temu szczególnemu miejscu nic się nie przydarzyło i by nie pogorszył jego stan, który oczywiście nie był idealny. 

W chwili przekazywania strefy odpowiedzialności i przejęcia jej od Amerykanów w 2013 roku nigdy już nie wjechały do Babilonu czołgi i ciężki sprzęt. Zniszczenia dokonane przez stacjonujące w Babilonie amerykańskie czołgi na drodze procesyjnej w Babilonie zostały zastopowane. Podobnie z lądującymi śmigłowcami.

Tu i ówdzie na murach Babilonu widnieją do dziś (2004 r.) wyryte nożami czy bagnetami jakże znajomo brzmiące proste żołnierskie słowa w jakże znanym języku; "I was here. John". 

I to nie było po polsku.





By Jim Krane
ASSOCIATED PRESS
11:24 a.m. June 11, 2004
BAGHDAD, Iraq – The expansion of a military base may have damaged the remains of the ancient city of Babylon, and the U.S.-led coalition's leaders said Friday they have halted construction and ordered an investigation.
U.S. occupation chief L. Paul Bremer and top military commander Lt. Gen. Ricardo Sanchez dispatched a team of archaeologists May 27 to examine construction at the Polish military's Camp Alpha, which was set up last year to secure the ruins from looters, a coalition statement said.
The remains of Babylon, one of the world's most important archaeological sites, were occupied since the early days of the invasion by U.S. Marines and, since September, soldiers from Poland and other countries. Babylon is 50 miles south of Baghdad.
The two occupation leaders ordered all contractors working in or around the Babylon site to halt construction and excavation related to the expansion of the base – and any other work that could damage the ancient sites, a coalition spokeswoman said on condition of anonymity.
Sanchez and Bremer also ordered that planning begin for the relocation of troops in the immediate area. The orders were issued June 1 and 2, the spokeswoman said.
Investigators reported there "might possibly have already been some damage" and that any further expansion of the Polish-run base would infringe on the archaeological site, the spokeswoman said.
Polish military officials said they were unaware of the investigation or any damage and that great care had been taken to secure and protect the ruins.
There was "superficial" work done two months ago to expand a helicopter landing zone to accommodate U.S. troops housed at the site, Polish army spokesman Lt. Col. Robert Strzelecki said.
"The superficial work was done under archaeological supervision and there was no deep digging involved," Strzelecki said.
He said soldiers are warned about "grave consequences for picking up the tiniest stone." Strzelecki said the division has documented the state in which the base and archaeological site were inherited on Sept. 3.
"From that point on, we take responsibility for what took place," Strzelecki said.
The investigating team included two Polish archaeologists and an Iraqi from the state board of antiquities, along with the coalition's senior adviser for culture and a consultant, the spokeswoman said.
Babylon's main sites – the Ishtar Gate, the ruins of Babylon and the Nebuchadnezzar Palace – are in a separate area on the camp's perimeter, run by Iraqi officials as an archaeological park open to paying visitors, said Maj. Slawomir Walenczykowski of the Polish-led multinational division.
"We are totally taken by surprise by the report. We are not aware of any investigation or any visit by archaeological experts," Walenczykowski said. "There is no construction going on at the camp right now."
Strzelecki said soldiers are warned about "grave consequences for picking up the tiniest stone." He said the base appears to be the only one with special archaeological advisers to the commanding general.
During the U.S.-led invasion, looters raided Babylon's two museums, stealing display copies of ancient relics and a few original pieces. Most of the original relics were housed at the Iraq Museum in Baghdad, which was also heavily looted. Some 13,000 objects from the Iraq Museum are still missing, according to the museum's Web site.
For more than 1,000 years, Babylon was one of the world's premier cities, where Nebuchadnezzar II built the Hanging Gardens of Babylon, one of the Seven Wonders of the World, and to which the Hebrews were deported after the Babylonians conquered Jerusalem about 586 B.C.
The city declined and fell into ruin after it was conquered by the Persians under Cyrus the Great around 538 B.C.
Saddam Hussein also put his mark on Babylon, stamping his own name into the bricks used in the 1980s reconstruction of Nebuchadnezzar's palace walls, the seat of the king's ancient empire.
Some of the mud bricks in the original wall carried the seal of Nebuchadnezzar. The bricks used in the Saddam reconstruction read:
"The City of Babylon was reconstructed during the era of the victorious Saddam Hussein, President of the Republic, protector of the great Iraq, the modernizer of its renaissance and builder of its civilization."

poniedziałek, 9 czerwca 2014

niedziela, 8 czerwca 2014

8 czerwca 2004 r. Ginie 2 Polaków, 3 Słowaków i Łotysz

Dzień smutny, bo dwóch Polaków, trzech Słowaków i Łotysz giną w Iraku wskutek ataku moździerzowego przeprowadzonego na dywizyjnych saperów. Moździerze trafiły w pociski artyleryjskie przygotowane przez saperów do wysadzenia. 

Za to, że wysiłkiem tylu żołnierzy "za darmo" rozminowaliśmy im ich ziemie postanowili nam podziękować i zaatakować. 

Moździerze trafiły dość celnie, co wskazywało raczej na pewną wiedzę wojskową napastników. 

Zginęli najlepsi saperzy. Często wyjeżdżali na patrole i rozminowywali teren ogromne połecie terenu w strefie naszej odpowiedzialności. Tym razem - po raz ostatni



Gen dyw. M. Bieniek i gen. bryg. P. Czerwiński (za stołem konferencyjnym) a w drugim rzędzie przedstawiciele kontyngentu łotewskiego i słowackiego, szef saperów oraz szef żandarmerii wojskowej
podczas konferencji prasowej w Camp Babilon








http://www.gs24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20040609/MAIN/40609003

środa, 28 maja 2014

28 maja 2004 r. (o znęcaniu się nad więźniami, grabieniu ruin)

Associated Press oraz AFP powołując się na swoje źródła opublikowały ostatnio dwie informację, które nas nie tylko zaskoczyły ale z oczywistych względów były nieprawdziwe.

  • pierwsza - polscy żołnierze znęcają się nad zatrzymanymi w ośrodku zatrzymań w Al-Hillah.
Cytat z Interii: "Rzecznik prasowy dowódcy wielonarodowej dywizji w środkowo-południowej strefie odpowiedzialności, ppłk Robert Strzelecki, zaprzeczył doniesieniom AP. - Polscy żołnierze nie przesłuchiwali ani nie maltretowali irackich więźniów - oświadczył. - W dywizyjnym punkcie zatrzymań przebywają wyłącznie osoby, które wystąpiły zbrojnie przeciwko siłom koalicji, Irakijczykom lub irackiemu prawu. Osoby te są przetrzymywane do 72 godzin. Polscy żołnierze nigdy nie przesłuchiwali żadnych więźniów i na pewno ich nie maltretowali - powiedział Strzelecki dziennikarzom w Obozie Babilon."
  • druga - polscy żołnierze niszczą największy zabytek kultury i dziedzictwa naszej cywilizacji, tj. grabią cegły niszcząc mury pałacu króla Nabuchodonozora II w Babilonie.
A nie mówiłem, że wojna psychologiczna się rozpoczęła. 

Oj, ci nasi Sojusznicy!

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-irak-pobili-nas-polacy,nId,799093








niedziela, 25 maja 2014

25 maja 2014 r. (kontrowersyjne zdjęcia)

Można mieć mętlik w głowie od myślenia o tym kto z kim tutaj (na misji) współpracuje, kto z kim się wspiera lub kto przeciw komu walczy. Nic nie jest oczywiste, nic nie jest pewne. 

Sojusznicy z dowództwem w Bagdadzie jakby się oddalali od naszej Dywizji (MND CS), w głosie dowódcy i sztabowców daje się wyczuć jakieś zażenowanie współpracą. 

Żołnierze chodzą jak ospali, zmęczeni słońcem i misją. Na nic nie ma się ochoty. Nawet telefony do rodziny, do domu nie cieszą, jak dawniej. Włączyło się trochę olewactwo i rutyna. To widać po sposobie wysławiania się, po ubiorze żołnierzy, po nonszalanckim podejściu do zadań i czasu. Źle. 

Przed nami 2 miesiące do końca...

A tymczasem, w moim biurze natrafiam na zdjęcia potwornych obrazów z życia w Iraku. Cześć z nich wykonana ręką amerykańskich operatorów Combat Camera a reszta zebrana z różnych aparatów, różnych osób... 

I wybrałem tylko te gatunkowo "lżejsze" .... 













czwartek, 22 maja 2014

22 maja 2004 r. (listy od Irakijczyków)

Nie wiem do dzisiaj dlaczego to ja przyjmować musiałem te listy i dlaczego ludzie - ich autorzy na moje ręce je składali. Otrzymałem ich chyba z 20 w ciągu całego okresu misji. Przytoczę tu tylko 2, które szczególnie zachowałem w oryginale u siebie i mają moim zdaniem szczególną wymowę. 

List pierwszy przejął mnie najbardziej. To list 6 tłumaczy zatrudnianych przez Amerykanów i oddawanych do pracy w strukturze naszej Dywizji, którzy desperacko szukają pomocy. Sekcja G9 poinformowała ich, że mają opuścić miejsce, które otrzymali od nas do życia - widziałem "to miejsce": namiot dla 12 ludzi, prycze ustawione, jak w dawnym wojsku po 2 jedna nad drugą, miska, woda, jakieś radio, i ten skwar, bo klimatyzacji nie było. Otóż, ten ich dom za pracę w Dywizji mieli opuścić. Piszą w liście, że jeśli wrócą do Al-Kut to czeka ich niechybna śmieć, bo już nie raz im grożono. List przekazałem szefowi sekcji G9 oraz PSYOPS do pilnego zapoznania się. Wiem, że nie wyrzucono ich z bazy ale nie wiem, czy tak się nie stało po naszej rotacji. 

Gdy w sierpniu 2004 roku przyjechałem do Iraku po raz drugi - tym razem jako tłumacz w delegacji min. Szmajdzińskiego i gen. Cz. Piątasa - ówczesnego szefa Sztabu Generalnego WP - spotkałem jednego z nich w bazie w Diwanii. Rozmawiam przez chwilkę i dowiedziałem się, że jeszcze jakiś czas toczyli boje o pozostanie ale jednak zostali zmuszeni do przeniesienia. Jedni wyjechali z Al Kut w ogóle i rozpoczęli nowe życie. Inni zaryzykowali - zostali. W każdym razie, to oni - tłumacze są cichymi bohaterami naszych wszelkich działań w Iraku. Cisi, skromni, często bezimienni, bo zazwyczaj używaliśmy ich zamerykanizowanych imion. Wspaniali współpracownicy i lojalni, co w tamtym kręgu kulturowym nie jest to normą. 

List drugi otrzymałem od jedynej dziennikarki irackiej, która chciała założyć i prowadzić gazetę dla kobiet. Pamiętam jej twarz jak dzisiaj - mam jej fotografię ale nie chcę publikować, gdyż może wciąż nie jest to bezpieczne. Była taka skromna ale i taka przejęta tym, że mogłaby coś zmienić, gdyby tylko dano jej szansę. Przychodziła na każdą konferencję prasową, byłą aktywna i nawet kiedyś na spotkaniu z dziennikarzami w Al-Kut w Urzędzie Miasta podeszła sama do mnie i uścisnęła mi dłoń na pożegnanie. Powiedziała, że tyle dobra polscy żołnierze przynieśli jej krajowi, że musi komuś z dywizji dłoń uściskać. No uderzyło mnie to, bo to dość podniosłe słowa, jak na bardzo młoda dziennikarkę. Polubiliśmy się. 

Gdy przyszła z listem była bardzo smutna, wiedziała, że nic sama nie zdziała a jak pisze w liście ma tylko swoje własne piórko do pisania i grupę ludzi. Zaniosłem list do dowódcy, skonsultowałem, czy mogę z tym pójść do szefa G9 (Grupa Współrodacy Cywilno-Wojskowej) i jak tylko uzyskałem zgodę zorganizowałem spotkanie. Napisałem projekt powołania redakcji gazety dla kobiet w Al-Kut, obliczyłem koszty (nieco na oko, ale co można zrobić w jeden dzień!) i poszedłem na spotkanie z płk. Hoopem (Holender). Wyłożyłem temat. Zapadła cisza, gdyż żądałem od niego natychmiast ponad 125.000 USD na budowę redakcji, wyposażenie w podstawowy sprzęt, wypłacenie pensji pracownikom i dziennikarzom. Pismo przeleżało do rana na biurku. Chyba nie spałem tamtej nocy. 

Z rana, pobiegłem do G9 ale płk. Hoopa już nie było. No to idę do dowódcy, bo chyba tylko on może zrozumieć, jak ważne by było uruchomienie tych funduszy. Gdy zapukałem i wszedłem gen. Bieniek właśnie kończył rozmowę z płk. Hoopem. Na jego biurku leżał mój projekt z wyceną a na górze widniało: ZATWIERDZAM i podpis gen. Bieńka. To był wspaniały dzień. 

Zadzwoniłem z telefonu satelitarnego Thuraya do Jaezy. Na moje początkowe: "Assalamu-alajkum, ismi Robert .... " wybuchła płaczem, bo wiedziałem, że zadzwonię, jak dostaniemy fundusze. 

Listy inne. Dotyczyły wszystkiego. Zabranych przez Amerykanów ziem i zdewastowanych domów. Wypadków z udziałem osób i odszkodowania. Kiedyś nawet przyszedł wdowiec, któremu żona wpadła pod koła pojazdu wojskowego i żądał odszkodowania 2.000 USD. Były tez listy od osób, które chciały koniecznie by im wybudować nowe domy, przystanki autobusowe i że jedynie przy jego domu będzie najlepsza lokalizacja. Była petycja o zamontowaniu anten satelitarnych w wiosce Jum-Juma ale potem doszło do nas, że tam nie ma prądu więc na nic by się zdały. Były listy pochwalne i złowieszcze. Były listy z kraju - bardzo cenne i zawsze długo oczekiwane i były setki listów-emaili, które drukowałem z komputera i pokazywałem: z Niemiec, Bułgarii, USA, z Hiszpanii i Czech, z Francji i UK i in. krajów dziękujących nam za zaangażowanie w Iraku.